Opisywanie dawnych zdarzeń, miejsc lub postaci przypomina wywoływanie
zdjęć w ciemni. Na pustym, białym papierze pojawia się najpierw cień. Po chwili
wyłania się zarys postaci, tło, a wreszcie – wyostrza się obraz, domostwa, twarze. Niestety, równie często te
obrazy pojawiają się i znikają, blakną, nie dają się odczytać, uchwycić.
Są jeszcze rozmowy ze świadkami czasu. Czasem w opowieści pojawia się
zdanie, wątek poboczny, dla opowiadanej historii niewiele znaczący, a w mojej
wyobraźni powstaje obraz, którego nie jestem w stanie się pozbyć. Tak było z
informacją, o cygańskich taborach, którzy przyjeżdżały do Sarbinowa. Były to
dwie różne opowieści, nie wiem, która bardziej prawdziwa.
Prawdą jest to, że tabory w Sarbinowie się pojawiały, a reszta ... ?
***
Jadą wozy kolorowe …
Józek, jak zwykle, gdy w kuźni nic się nie działo, siedział na trawie,
oparty o bieloną ścianę. Wygrzewał się na słońcu. Muchy, które co rusz
przysiadały mu, a to na czole, a to na ręce, ogania. Spod daszka czapki, który
osłania mu oczy przed ostrym, kwietniowym słońcem, najbliższy rów obserwuje. W porastających brzegi rowu, krzakach, ledwie jeszcze zielenią pokrytych, uwijają się wróble i
sikory. Najpierw trzymają się z daleka
od człowieka. Ale wkrótce, uspokojone bezruchem wokół kuźni, zaczynają bliżej
podlatywać, na gałęziach bzu , co przy kuźni rośnie, przysiadać.
