W styczniu 1945 roku świat
niemieckiej okupacji, w którym nauczyli się żyć przez prawie sześć lat, zaczął
się zmieniać. Niemcy przestali zwracać uwagę na pracę polskich robotników w
swoich sarbinowskich gospodarstwach. Przestali obnosić się ze swoją wyższością,
wyższością wynikającą z przynależności do rasy panów. Zniknęły niemieckie
guwernantki, które zajmowały się dziećmi. Zagorzali zwolennicy Hitlera
przestali jeździć na coniedzielne spotkania do Osthausen (Paczkowa), które były
okazją zademonstrowania swojej pogardy do każdego Polaka, do każdego
napotkanego polskiego dziecka, oplucia go, kopnięcia, nazwania „polnisches schwein”. Pakowali się, chociaż nie oficjalnie, jeszcze w ukryciu wiązali tobołki i zabijali skrzynie z majątkiem, którego dorobili się tutaj, na nieswojej ziemi, nieswoimi rękoma. Aż pewnej nocy załadowali swoje rodziny swój dobytek na wozy, i ruszyli na zachód.
