Gwar podczas
jarmarku w mieście i zamieszanie wielkie. Po wschodniej stronie rynku, na
wyznaczonych miejscach, kramy i wozy handlujących stają. Żydzi, na co dzień na
północnej stronie rynku, na parterze kamienic w sklepikach handlujący, także ze
swoim towarem na rynek wychodzą.
W
przeddzień jarmarku targ zwierząt hodowlanych się odbył. Od 1507 roku targi po
wsiach zakazane , więc z okolicznych wiosek z końmi, bydłem i nierogacizną do
Swarzędza na targ ściągnęło z 50 chętnych. Jedni drogo sprzedać swoje bydło i
nierogaciznę, po urodzajnym roku dobrze odkarmione, przybyli. Inni chcieli tanio
konia do gospodarstwa nabyć, albo trzodę w gospodarstwie na targu uzupełnić. Targ na Świętego Marcina zawsze przyciąga dużo ludzi. Zewsząd do miasta spieszą. Prace w polu zakończone, plony zebrane, pieniądze zarobione. I z wiosek okolicznych i z niedalekiego Poznania, stolicy prowincji, handlarze i kupujący do Swarzędza przyjeżdżają. Na czworoboczny rynek, prostopadłymi ulicami, z każdej strony świata tłum się wlewa.
Pogoda
tego roku jarmarkowi sprzyja. Słoneczna niedziela, chociaż powietrze rześkie i
wilgotne, jak na listopad przystało. Wiatr, który wczoraj drzewami obok ratusza
szarpał, dzisiaj się uspokoił. Dzięki temu kramy można było spokojnie
rozstawiać i towar rozkładać.
A
czegóż tu nie ma ? Grzymałowo tkactwem na cała okolicę słynie, więc najwięcej
tu kramów z tekstyliami. Materiały tkane w belach leżą. Ale i ubrania gotowe na
kramach wiszą. Handluje się też futrami i skórą, a także butami z tejże
wykonanymi. Wyroby z drewna, gównie do gospodarstw domowych potrzebne, w
niewielkiej ilości , ale też się pojawiają. A ze wsi żywności wszelkiej nazwożono pełno. Z prawej strony placu targowego furmanki zaprzężone w konie stoją, a na nich worki z ziemniakami i brukwią. Nawet młynarz na wozie pełnym worków z mąką siedzi. Worki w razie potrzeby rozwiązuje i klientowi swój towar zachwala. Obok wiejska gospodyni, obstawiona koszami jajek, do zakupu nawołuje. Na wozie za nią powiązane żywe kury i kaczki leżą.
Z Poznania handlarz przyjechał z wyrobami żelaznymi. Sztućce , garnki i patelnie, a także pogrzebacze do pieca na straganie porozkładał.
Kuglarzy i muzykantów jarmark także przyciąga. Ci pierwsi sztuczki pokazują i tych co się wciągnąć dają oszukują okrutnie. Zanim się biedak zorientuje już zarobionych groszy się pozbywa i zamiast z towarem z pustą torbą i wstydem do domu wróci.
Między kramami ludzi kręci się moc. Kucharki przyszły po świeżą żywność ze wsi. Mieszczanie futra i ciepłe buty oglądają; wkrótce zima przyjdzie, więc ciepły przyodziewek potrzebny będzie. Dzieciarnia nowe miejsce do zabawy sobie znalazła, między wozami się przepycha, co rusz któreś pod wozem się przed innym chowa i z wrzaskiem z drugiej strony wyskoczy. Konia spłoszy, że wozem szarpnie. Drób się wtedy na cały rynek rozwrzeszczy, rzucając się i skrzydłami trzepiąc , z uwięzi próbując się zerwać.
Piekarz swój kram wystawił na północno-wschodnim narożniku rynku. Cała ta ciżba, umęczona targowaniem i przeciskaniem się w tę i z powortem, zgłodniała i chętnie rogala czy obwarzanka kupi, by się wzmocnić i posilić.
Z ratusza na targ włodarz miasteczka łaskawym okiem patrzy. Pilnować wpływu do kasy miasta musi. Cieszy go popularność jarmarków swarzędzkich na cała okolicę. Życzliwym okiem na kupców przybyłych z dalszych stron patrzy. To dla nich na okres jarmarków prawo handlu jest luzowane.
Taki jarmark to okazja, żeby nowe prawa miejscowe i królewskie ludziom ogłosić, więc burmistrz wkrótce przed ratusz wyjdzie i tej powinności zadośćuczyni.
Longina Komosińska
