Nie po raz
pierwszy los i sprawy urzędowe zawiodły mnie do obcego miasta. Jako, że na
planach miasta z ulicami rozeznać się trudno uważam, że najlepiej zapytać
przechodnia. Trzeba znaleźć takiego, co wygląda na miejscowego. Na Pomorzu
najlepiej, żeby był ogorzały od słońca i wiatru. Ale nie tak ogorzały, jak Wilk Morski, bo taki może cię pokierować przez morza i oceany, a niekoniecznie
przez najbliższą dzielnicę.
Rozglądam się i oto
jest! Kobieta, ale nie należy wybrzydzać. Ogorzała, ale tak w sam raz.
Strój miejski, nonszalancko rozchełstany prochowiec i buty na wysokim
obcasie.
- Przepraszam,
pani miejscowa ? – zagaduje z dość daleka, żeby nie poczuła się napadnięta.
Zawsze oswajam obcych ze swoją osobą z pewnej odległości. Zanim wzrok złapie
ostrość, kontakt został nawiązany i mimo niejakiego obrzydzenia udzielają informacji.
- A co pan ma na
myśli ? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, co powinno włączyć u mnie dzwonki
alarmowe i wsteczny bieg, ku komuś innemu, bardziej normalnemu.
- Czy pani stąd …
może? – precyzuję krótko
- Morze?
Nie, panie, morze to raczej nie stamtąd, raczej stamtąd? – wskazuje na północ.
Już wiem, że łatwo
nie będzie, ale coś każe mi brnąć w tę konwersację.
- Nie, nie. Czy
pani zna to miasto? – gorączkowo szukam precyzyjniejszych określeń.
- To miasto, i to
morze, znam jak własne podwórko, jeśli mogę się tak wyrazić. – uśmiecha się i
dumnie prostuje się na całą swą, niewielką w sumie, wysokość.
- No to świetnie –
ucieszyłem się zupełnie jawnie, żeby dodać naszemu przypadkowemu spotkaniu
trochę ciepła – To może wskaże mi pani drogę na ulicę Kościuszki?
Zamyśliła się
chwilę. Dłuższą chwilę. Widać, że stara się nie pomylić niczego i precyzyjnie wyznaczyć kierunek. To dobrze wróży. Chociaż „wróżyć” w kontekście
poszukiwań adresu, to nie jest najlepszy sposób działania.
- Na Kościuszki? To
nie wiem, bo tę ulicę zlikwidowali. – oznajmia nagle
- Jak to
zlikwidowali?