Joanne nie dziwiły zachwyty dzieci. Sama czuła się przy bożonarodzeniowych szopkach jak mała dziewczynka. Podziwiała kunszt wykonania i detale, które pozwalały wyobraźni jeszcze raz uwierzyć w Narodziny w ubogiej stajence na pustyni.
Kościelny, gasząc światła, dal jej do zrozumienia, że czas już kończyć kontemplacje. Sam marzył o tym by wrócić do domu, dołożyć polan do dogasającego kominka i siąść w nocnej ciszy pod choinką, którą tego ranka dekorował kolorowymi bombkami z pięcioletnim wnuczkiem.
Kobieta wyszła przed kościół. Śnieg okrył krajobraz białym puchem, jak kołdrą utulił zziębnięte drzewa. Podświetlone światłem latarni, wyglądały spod śnieżnych czapek czerwone twarzyczki jarzębinowych korali.
Uważnie stawiała stopy, schodząc na parking, na który opadały niespiesznie płatki śniegu. Ostrożnie ruszyła autem i bezpiecznie zjechała na ulicę. Ale gdy tylko mocniej przycisnęła pedał gazu, samochód stracił przyczepność i zaczął zakosami płynąć w dół. Na zakręcie odbija kierownicą w prawo i zjechała z drogi. Kia sunęła jeszcze chwilę w dół parkową alejką, by w końcu znieruchomieć w pryzmie śniegu.
– Świetnie! – syknęła, uspokojona, że przygoda tak się zakończyła.
Reflektory oświetliły zamarzniętą taflę jeziora. Obserwowała przez chwilę gęsto padające płatki śniegu, gdy nagle w snopie światła, jak w blasku scenicznych reflektorów, pojawił się łyżwiarz.
„ To niebezpieczne” – zdążyła pomyśleć, gdy pojawił się kolejny, jeszcze jeden i wkrótce jezioro zaroiło się od wirującej w płatkach śniegu młodzieży.
Niektórzy z chłopców mieli w rękach płonące pochodnie. Wełniane kurtki z futrzanymi kołnierzami i takież czapki. To musiała być jakaś inscenizacja.
„Lata dwudzieste , lata trzydzieste” – pomyślała, patrząc na roześmiane twarze.
Uchyliła okno by wychwycić głosy łyżwiarzy
– Świetnie! – syknęła, uspokojona, że przygoda tak się zakończyła.
Reflektory oświetliły zamarzniętą taflę jeziora. Obserwowała przez chwilę gęsto padające płatki śniegu, gdy nagle w snopie światła, jak w blasku scenicznych reflektorów, pojawił się łyżwiarz.
„ To niebezpieczne” – zdążyła pomyśleć, gdy pojawił się kolejny, jeszcze jeden i wkrótce jezioro zaroiło się od wirującej w płatkach śniegu młodzieży.
Niektórzy z chłopców mieli w rękach płonące pochodnie. Wełniane kurtki z futrzanymi kołnierzami i takież czapki. To musiała być jakaś inscenizacja.
„Lata dwudzieste , lata trzydzieste” – pomyślała, patrząc na roześmiane twarze.
Uchyliła okno by wychwycić głosy łyżwiarzy