W niedzielne, wiosenne, popołudnie przez otwarte okna do mieszkania wpadało tylko ćwierkanie zapracowanych ptasich rodziców, w koronach pobliskiego kasztanowca, próbujących nakarmić nienasycone dzioby swojego potomstwa.
Pan Władysław siedział przy stole na swym, mocno sfatygowanym, fotelu i pił poobiednią kawę z ulubionej filiżanki. Na starość, jak mówił, bardzo cenił spokój i codzienne rytuały. Córka, która od dwóch lat znów zamieszkała w rodzinnym domu, próbowała wprowadzić do mieszkania trochę nowoczesności. starszy pan czasem ustępował. Ale co do jednej rzeczy był nieugięty.
- Mój fotel usuniesz z tego domu tylko razem ze mną - odgrażał się, na każdą wzmiankę o fatalnym stanie mebla - To pamiątka! Oryginalny 'tabaka'.
To był jedyny przedmiot ich sporów i powód żartów.
"Niech prawda nie stanie na drodze dobrej opowieści" Zachęcam do pozostawienia komentarza. Nie ma nic lepszego niż poznanie czytelnika.
poniedziałek, 13 lipca 2020
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Kościół świętego Marcina pustoszał powoli. Szopka cieszyła się, jak zwykle podczas pasterki, popularnością wśród dzieci, które mimo późnej p...
-
W styczniu 1945 roku świat niemieckiej okupacji, w którym nauczyli się żyć przez prawie sześć lat, zaczął się zmieniać. Niemcy ...
