czwartek, 19 października 2017

Wysiedleni





Przyszli po nas wcześnie rano, wydawało się, że dopiero położyliśmy się spać. Był październik 1940 roku. Gdy zapukali do drzwi babcia Agnieszka zdziwiła się. Tego dnia sąsiad miał przyjść wcześnie, chciał pożyczyć konia do prac w polu. Ale to było za wcześnie, jeszcze ciemno, zwierzęta nie oprzątnięte, koń nie dostał porannego owsa. Od kiedy nie ma Feliksa wszystko na głowie jednej kobiety.
Otworzyła drzwi pewna, że zobaczy za nimi sąsiada. 
Za drzwiami stał sołtys Sarbinowa  Humke z dwoma uzbrojonymi mężczyznami – żołnierzami niemieckimi. Nogi się pod nią ugięły. Kazali się pakować, zabrać niezbędne rzeczy na drogę, dokumenty, trochę jedzenia i najwyżej jedną kołdrę i poduszkę. Okazało się później, że u każdego wyglądało to inaczej. Innym pozwolono zabrać wszystko, nawet niedosuszone pranie ze sznurka. Zależało to od ludzi, którzy przyszli do gospodarstwa, od ich dobrej woli i wrażliwości.  Razem z nimi, jako pierwsi wysiedlani byli sąsiedzi Jędrzejczakowie oraz rodzina Wiśniewskich i Matelanka.
Agnieszka budzi dzieci. Trzęsącymi rękami pakuje do tornistra Stasia jedzenie . Mały, trzyletni,  Edmund wybudzony z głębokiego snu, nie chce wstawać. Pakuje się z powrotem do łóżka i zasypia. Naprędce spakować , to co jest najważniejsze, to co się przyda . Co jest najważniejsze ?
Nie byli na to przygotowani, na to, że po nich pierwszych przyjdą. Co z nimi będzie ? Co z dziećmi ? Jak i gdzie zostawić wiadomość dla rodziny? Jak my się odnajdziemy ? A Feliks? Skąd będzie wiedział , gdzie ich szukać ?
Czas biegnie. Kobieta ubiera dzieci , 7-letniego Stasia, 5-letnią Julkę i 3-letniego Mundka. Stasiowi zakłada szkolny tornister. Była taka dumna, gdy kupowała mu go na jesieni; pierwsze z jej dzieci szło do szkoły. Teraz jest wypchany jedzeniem na drogę. Każe mu go pilnować i pilnować Julki. Sama zabiera najmłodsze dziecko i spakowany tobołe . Wychodzą w chłód jesiennego poranka. Jeden z mężczyzn pomaga załadować na wóz związaną kołdrę i poduszkę.
We wsi słychać szczekanie psów. Furmanka stoi przed bramą. Taka sama furmanka i żołnierze są u sąsiadów, państwa Jędrzejczaków. Pakują się na wóz i ruszają z górki, na których stoi ich dom, w dół, do głównej drogi. Powoli na drodze do Swarzędza formuje się ponura kolumna. Psy wyczuwają napięcie.  Gdy wozy ruszają słychać wycie psów, których właściciele opuszczają domostwa. Gdzie i na jaką poniewierkę ? W tej chwili nie wiadomo. Tak jak i tego, dlaczego właśnie ich wysiedlono jako pierwszych ? Czy to dobry sołtys Humkę skazał kobietę z trójką małych dzieci na poniewierkę ? Czy komuś właśnie te gospodarstwa wydały się odpowiednie dla Niemców, sprowadzonych do Kraju Warty. Potem okaże się, że inni gospodarze nie będę wysiedlani w lubelskie. Pozostaną na miejscu, np. w Daszewicach po drugiej stronie Poznania.
Zaczyna się rozjaśniać , gdy wjeżdżają do Swarzędza. Robi się coraz większy ruch, furmanki z takimi jak oni nieszczęśnikami, zjeżdżają z różnych stron na miejsce zgrupowania. Przed budynkiem, obecnie stoi tu Hala Meblowa na skrzyżowaniu Jasińskiej i Cieszkowskiego, stoją autobusy. W hali spotykają się sąsiedzi z jednej wsi. Chcą trzymać się razem, ale w tym tłumie i tumulcie, powstałym przy wsiadaniu do autobusów, staje się to niemożliwe. Agnieszka z Edmundem zostaje rozdzielona ze starszymi dziećmi Stasiem i Julką . Staś trzyma siostrę mocno za rękę, ale ta zaczyna płakać. Spychani są do innego autobusu niż mama. Sytuacje zauważa Kazimierz Wiśniewski, łapie dzieci i zanosi je do mamy. O dziwo nikt z pilnujących nie reaguje.
Autobusy ruszaj w kierunku Poznania. Wysiadają z nich w okolicach hal targowych przy Grunwaldzkiej i idą na dworzec PKP. Podjeżdżają pociągi z kierunku Piły. Wysiedleńcy mają wsiadać do wagonów. W jednym przedziale Agnieszka z dziećmi i rodzina Wiśniewskich; kobieta z trójką dorosłych dzieci pomaga matce z trójką maluchów. Starają się nie rozdzielać. Na peronie wojsko niemieckie pilnuje porządku. Ludzie na peronie płaczą, nawołują się, taszczą swój dobytek, większe i mniejsze tobołki przepychają przez wąskie drzwi i przejścia . Dobytek całego życia, to co ważne, to co potrzebne, to o się przyda, co pozwoli przeżyć.
W przedziale rozmawiają o tym, co ich czeka, co będzie, dokąd ich zabierają, co będzie na końcu tej podróży. Dzieci siedzą przytulone do boku matki. Mundek zasnął na jej kolanach.
Gdy peron jest już pusty, a ludzie zajęli przedziały i ulokowali nad głowami swoje bagaże otwierają się drzwi. Do przedziału wchodzi Niemiec w cywilu, pewnie urzędnik, za nim żołnierz pod bronią. Wskazuje na Kazimierza, Franka i Jadwigę Wiśniewskich, każe im wychodzić . W pociągu robi się szum, ludzie głośno protestują , płaczą. Pani Wiśniewska też płacze, zostaje sama, rozdzielają ją z dziećmi. Jak oni dadzą sobie radę, jak ona sama da radę tam, gdzie ją zawiozą ? Niemcy patrzą na rozpaczającą rodzinę, zamieniają kilka zdań po niemiecku między sobą. W końcu ten po cywilnemu pozwala zostać najstarszemu synowi, Frankowi. Pozostała dwójkę zabiera ze sobą. Dorośli płaczą. Dzieci, nie wiedząc co się dzieje, też zaczynają płakać. Dojmujące poczucie braku wpływu na swój los.
Na peronie widać rosnącą grupę młodych ludzi , otoczonych kordonem żołnierzy. Nie wolno otwierać okien wagonów. Ludzie rzucają się do zamkniętych okien, żeby popatrzeć, żeby chociaż w ten sposób pożegnać się z najbliższymi.
- Dokąd ich zabierają ?! – to pytanie powtarzane z ust do ust biegnie przez przedziały i wagony. W końcu nadchodzi odpowiedź
- Młodych, silnych, sprawnych zabierają na roboty .
Ludzie się trochę uspokajają. Ale po chwili pojawia się niepokojąca myśl – to co zrobią z nami, niezdolnymi do pracy, małymi dziećmi ? U niektórych pojawia się już zrezygnowanie.
Rozlega się gwizd , lokomotywa szarpnęła , wagony powoli zaczynają się toczyć. Na peronie młodzi ludzie zaczynają się zwracać w stronę pociągu, iść wzdłuż peronu, to niepokoi żołnierzy, wyżej podnoszą broń, zacieśniają kordon i zaczynają spychać Polaków do zejścia z peronu . To ostatni obraz, który widzą odjeżdżający. Pociąg opuszcza dworzec.

Ciag dalszy :
Życie w Mościcach

czwartek, 5 października 2017

Sag mir wo die Gräber sind



Dwa lata temu rozpoczęłam poszukiwania brata mojego dziadka Feliksa – Wincentego. Wicek zginął podczas I wojny światowej. Rodzinny przekaz głosił - Pod Verdun.
Po kilku zapytaniach i pewnym czasie zaczęły spływać do mnie informacje z niemieckiego archiwum, a w zasadzie z fundacji opiekującej się cmentarzami wojskowymi, bez względu na narodowość żołnierzy. Bez względu na narodowość. Szukałam polskiego chłopaka w niemieckiej armii, który zginął walcząc na nieswojej wojnie z Francuzami. 
Znalazłam jego ślad. Najprawdopodobniej, z pięcioma tysiącami innych młodych ludzi (niewyobrażalna ilość martwych ciał na polu bitwy),  zginął pod Perthes-les-Hurlus w Szampanii i spoczął bezimiennie w zbiorowej mogile na cmentarzu w Souain nad Marną. Marny los jak na pobyt w Szampanii, prawda ? W 2015 roku, sto lat od śmierci Wincentego, znalazłam go.
musimy zatem wiedzieć

policzyć dokładnie

zawołać po imieniu

opatrzyć na drogę



Minęły dwa lata i koresponduje z pewnym Niemcem, który poszukuje grobu swego wuja, radzieckiego żołnierza, który poległ w Paczkowie w 1945 roku podczas walk o Poznań. Rozumiem go i staram się pomóc.

Dzięki temu lub przez to, rozmawiałam z moim wujostwem, którzy przeżyli tutaj czas wojny. Znów miałam okazję spojrzeć na wojnę oczami dziecka. Nie wierzcie, gdy mówią wam, że wojna to bitwy i bohaterstwo. Wojna to łzy, krew i śmierć. Wojna z waszego sąsiada zrobi przestępcę – złodzieja, mordercę, zdrajcę.

Ale czy widzicie paradoks tej całej sytuacji. Ja szukałam w niemieckiej armii Polaka, który spoczął we Francji. Niemic szuka w Polsce radzieckiego żołnierza. Oboje znajdziemy to samo – przerażające morze białych krzyży. A pod nimi spoczęli 20-latkowie w walce o …



Sag mir wo die Gräber sind,
wo sind sie geblieben?
Sag mir wo die Gräber sind,
was ist geschehen?
Sag mir wo die Gräber sind,
Blumen blüh'n im Sommerwind
Wann wird man je verstehe

p.s. mój korespondent był w Poznaniu, na grobie swego przodka.

https://fr.wikipedia.org/wiki/Fichier:Souain-Perthes-l%C3%A8s-Hurlus_I..JPG