Nazywam się Kazimiera. Mojego ojca zamordowano w Twerze kilka dni temu. Tylko dlatego, że był polskim policjantem. W tej chwili o tym nie wiem. Mam na imię Kazia. Mam sześć lat.
Stoję w kącie naszego domu w Brodach, w powiecie tarnopolskim. Trzymam za rączkę młodszego brata, Zbyszka. Dom przeszukują Rosjanie. Mama siedzi na łóżku, z maleńkim Adasiem przy piersi. Jedne z żołnierzy pakuje nasze rzeczy. Te najpotrzebniejsze. Pakuje też kożuchy. Po co? Jest wiosna. Chce nam coś powiedzieć, ale się boi. Urzędnik, który jest z nim, ciągle krzyczy. Jest na nas zły. Nie wiem dlaczego, przecież byliśmy grzeczni. Tak jak taka kazał.
***
Tatę zabrali jesienią. Przyszli o świcie, z mundurach, z bronią. Kazali zostawić wszystko i iść. Mama płakała. Tata ucałował nas na pożegnanie. Uśmiechnął się, ale w oczach miał smutek.
Teraz i nas wyrzucają z domu. Nie tylko nas. Na dworze słychać pokrzykiwania, płacz, a czasem pojedynczy wystrzał. Wtedy mama przytula mocniej Adasia. Jest wiosna, kwiecień albo początek maja, bo zieleń na drzewach jeszcze delikatna.
***
Mam na imię Kazia i teraz mieszkam w Kazachstanie.
"Niech prawda nie stanie na drodze dobrej opowieści" Zachęcam do pozostawienia komentarza. Nie ma nic lepszego niż poznanie czytelnika.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Kościół świętego Marcina pustoszał powoli. Szopka cieszyła się, jak zwykle podczas pasterki, popularnością wśród dzieci, które mimo późnej p...
-
W styczniu 1945 roku świat niemieckiej okupacji, w którym nauczyli się żyć przez prawie sześć lat, zaczął się zmieniać. Niemcy ...