Tylko jedno zdanie zapisane w dziejach Paczkowa na temat
pochodzenia nazwy wsi – prawdopodobnie od imienia rycerza Paszko nazwa
powstała. Czy ktokolwiek zastanawia się, co to stwierdzenie oznacza – od imienia
rycerza ? Tzn. że rycerz sobie wieś założył i od swego imienia nazwał ? W tamtych
czasach, a było to dawno, świat wyglądał zupełnie inaczej ….
Jesień w tym roku wyjątkowo ciepła i słoneczna jest. Maciej
z chaty wyszedł , przed izbą na pieńku przysiadł i stare kości na ciepło
słoneczne wystawił. W szum boru się wsłuchał. W chacie ciepło jest, ale dym w
oczy gryzie. Młodzi robotą zajęci, nikt starca o radę dzisiaj nie pyta.
Rozejrzał się Maciej po podwórcu, utworzonym przez w krąg ustawione
chaty. Kto by pomyślał, że osada w puszczy, przez jego ojca założona, tak się
za jego życia rozrośnie.
Dobrze teren wybrał jego przodek – w puszczy bogatej w
zwierzynę i jagody. Obok wioski strumień bystry płynie, wody w nim nigdy nie
braknie. Na wszelki wypadek małe zakola wykopali , palami zagrodzili, żeby wodę
zatrzymać, ale potrzeby wielkiej nie było. Trakt był blisko, ale na tyle
daleko, żeby nikt z przejezdnych ich nie
niepokoił.
Ostatnio Maciej jednak widzi, że ruch w puszczy się wzmógł.
Między grodami Poznań , Giecz i Gniezno ruch duży. Młodzi chodzący na polowania
co rusz przynosili opowiadania o konnych rycerzach, z mieczami u pasa, ze
służbą zbrojną ciągnących, a to na wschód , a to na zachód.
Oni tu sobie na uboczy żyją. Żona Macieja umarła kilka
wiosen temu. Urodziła mu 5 synów i 3 córki. Dzieci też już swoje rodziny
pozakładały. Dwie córki w świat za mężami poszły. Jedna została w osadzie ze
swym mężem. Dom nowy na przeciw Maciejowej chaty postawili i już dwoje dzieci
urodziła. Synowie jego żony z innych osad pobrali i też tu osiedli. Maciejowy brat tu jeszcze z nimi żyje i jego
dwie córki z rodzinami. Osada liczy 6 chat, 19 dorosłych i sporą gromadkę
dzieci.
Niczego nie brakuje. Puszcza dzikiem, sarną i niedźwiedziem bogata. Jesień pracowita to
pora. Mężczyźni na polowania chodzą. Skóry
nad ogniskami się suszą. Mięso wędzi się. W garnkach na ogniu gotują się
potrawy. Kobiety jagody zbierają, zioła suszą i korzenie.
Maciej zadowolony po obejściu się rozgląda. Ludzie krzątają
się między chatami. Każdy pogodę wykorzystać chce, zapasy zrobić jak największe.
Rodzinie w zimę niczego nie zabraknie.
Nagle za palisadą ruch się jakiś niezwykły zrobił. Ktoś na
koniu między drzewami pędzi. Po chwili przed bramą mężczyzna konia gwałtownie zatrzymuje.
Dwoje wyrostków podskoczyło zobaczyć,
kto zacz i czego szuka w ich stronach.
Chwilę rozmawiają i mężczyzna z konia zeskoczył. Chłopakowi
po prawej dał go do pilnowania ,a z drugim wyrostkiem w kierunku Macieja
ruszył.
Wysoki to był rycerz. Nad chłopakiem o głowę górował. Na
głowie miał skórzany hełm zdobny. Kapotę brunatną do pół uda sięgającą. Spodnie
czarne i buty do kolan, rzemieniem wiązane. Pasem szerokim, guzami nabitym, przepasany,
przy którym miecz i topór przytroczony.
- Witaj – rycerz głowę lekko skłonił – Jestem Paszko, rycerz
z Giecza.
- Witaj, Paszko. Jestem Maciej , najstarszy w tej osadzie
.Co cię do nas sprowadza ?
- Dym w puszczy zobaczyłem i postanowiłem od drużyny się
odłączyć i sprawdzić , co się dzieje. Czy to nie pożar i jakie niebezpieczeństwo
na moich ludzi z tej strony nie czyha.
- Nie musisz się niczego obawiać, rycerzu. To tylko dym z
naszych ognisk. Możesz bezpiecznie w swoją stronę ruszać.
Coś w rycerzu Maciejowi się nie podobało. Niby z nim
rozmawiał, ale po osadzie się rozpatrywał. Jakby liczył ludzi, jakby szacował
zapasy. Złe oczy miał ten Paszko , a Maciej na ludziach się znał.
- Tak zrobię, Macieju. O jedno was tylko zapytam –
bezpiecznie tu żyjecie ? Jak się przed zbójami bronicie ?
Starzec ostrzeżenie w głosie Paszko wyczuł.
- Zbóje nie mają w osadzie czego szukać. Puszczańscy nie
mają niczego, czego zbój w puszczy sam nie znajdzie.
- Nie lekceważ, starcze, niebezpieczeństwa. Ruch na trakcie
duży, zbójców ściągnęło sporo w te okolice.
- A ty, Paszko, nie bałeś się z traktu zjechać, w las sam
się zapuścić ?
Ta uwaga mądrego Macieja Paszko się nie spodobała.
- Ja tylko ostrzegam , a ty zrobisz jak zechcesz. To twoja
osada i twoja rodzina.
Paszko lekko głową skiną na pożegnanie i w kierunku bramy
się udał.
Maciej patrzył jak rycerz lejce z ręki młodzika wyrywa,
konia dosiada, wściekle zwierzę zacina i do galopu zmusza. Po chwili pędził już
Paszko między drzewami, nie obejrzawszy się ani na chwilę.
Starzec zasępił się. Czuł, że ich spokój właśnie się
skończył. Że z tym rycerzem coś złowrogiego do osady dotarło. Był pewien, że tego
człowieka jeszcze zobaczy.
*
* *
„Stary dureń. Taki mądry niby, ale chyba nie wie, że
wszystko się zmienia. Rycerze już nie tylko z wojny żyją.”
Paszko wściekły konia ostrogami dźga i pędzi do swojej
drużyny. Wciąż przed oczami ma bogactwo tej osady. Ludzi pewnie ze trzydziestu.
Zdrowych, dobrze odżywionych. Zdolnych do polowań i do wojaczki młodzików
kilku. Skór chyba ze dziesięć suszyło
się porozwieszanych na kozłach.
Po dobroci w jego opiekę się nie oddadzą. Od razu godnego
przeciwnika w Macieju wyczuł. Ale nie będzie zwykły puszczański osadnik
przeciwstawiaj się rycerzowi, co pod samym Mieszkiem wojował i nie takich
krnąbrnych chłopów powolnych sobie czynił!
Dużo nauczył się na wojnie. Jak wojować, jak zabijać, jak się
bogacić. A rycerze się bogacili. Jego towarzysze stawali się bogatymi ludźmi.
Bogatymi nie tylko łupami wojennymi, ale zaczęli dla siebie zagarniać tereny i
ludzi zmuszać do posługi.”
Pogrążony w myślach swoich ludzi dogonił .
- Zatrzymajcie się! Dzisiaj już dalej nie pójdziemy . Tutaj
obóz założymy.
- Ależ panie! To nie jest dobre miejsce. Wody tutaj nie
mamy. Ani dla nas, ani dla zwierząt. Nic nas tu nie chroni od napaści .
Ale rycerz ich nie słuchał. Z konia zeskoczył i rozsiodłać kazał.
- Gdzie byłeś i co zobaczyłeś? – Gniewosz uśmiecha się pod
wąsem, bo już czuje dobrą zabawę. Pod rycerzem
długo już służył i wie, że bez
powodu nie zatrzymują się w pół drogi.
- Sprawę wam wyłożę przy ognisku.
Podczas wieczornej biesiady powiedział :
- Znalazłem w lesie bogatą osadę, kilka chat liczącą i
pewnie w trzydziesta ludzi zamieszkałą. Najstarszy z nich, Maciej, uważa, że
sami się przed niebezpieczeństwem obronią.
Grupa mężczyzn śmiechem wybuchnęła. Nie raz przeprowadzali
takie najazdy, żeby udowodnić osadnikom, że potrzebują opieki kogoś od siebie
mocniejszego. Wiedzieli jakie zadanie ich czeka i każdy swoją rolę znał.
- Napadniemy na wioskę. Myślałem, żeby to podczas powrotu
uczynić, ale po co zwlekać. Skoro świt pójdziemy. Tylko mi nie niszczyć chałup –
przykazał rycerz, groźnie patrząc na siedzącego po prawej Gniewosza. – Nie chcemy ich przepędzić tylko swoje
wpływy zaznaczyć.
Jego kompan nie krył niezadowolenia. Znany był z
okrucieństwa i chęci niszczenia. Jako dziecko przeżył napaść na swoją osadę. Wszystko
spłonęło, ludzie zostali wymordowani, a on jako silny młodzik – porwany i do przystania
do złoczyńców przymuszony. Złość w nim od tego okrutna została. Mścił za swój
los na wszystkich. Nie zmieniło się to nawet teraz, gdy do rycerza na służbę
poszedł
- Nie smęć się Gniewoszu , mam dla ciebie najważniejsze
zadanie. Macieja, ich przywódcę, zabić musisz. On widać nieprzejednany i hardy,
nie da się zastraszyć. Wyjścia nie mamy.
Pokiwali wszyscy głowami ze zrozumieniem, a w oczach radość
widać było na myśl o planowanej napaści na bezbronnych ludzi.
Ułożyli się do snu wokół ogniska, ale nikt spokojnie nie
spał tej nocy. Ledwie szarość poranna nastała ruszyli przez las w kierunku Maciejowej
osady. Ziemia wilgotnym mchem i grzybami pachnie. Mgły snuły się między
drzewami i zasnuwały chaty worze ukryte. Zastali wszystkich śpiących. Nikt się tu
niczego złego nie spodziewał, więc straży nie wystawiano.
Rzezimieszki pochodnie zapalili, przy chatach drewnianych
stanęli. Do pierwszej chaty wtargnęli, ludzi ze snu wyrwanych na dziedziniec
wyciągnęli. Harmider się zrobił straszny, mężczyźni złorzeczyli, dzieci
płakały. Paszko zakrzyknął
- Cisza! Nic wam się nie stanie jak posłuszni mojej woli
będziecie. Maciej – wskazał mieczem na klęczącego starca, którego Gniewosz
kolanem do ziemi przyciskał – powiedział, że sami się bronicie. Teraz widzicie
jak łatwo was napaść, chaty spalić , a ludzi zabić lub w niewolę wziąć.
Ale nikt nie odważy się napaść na osadę,
którą w swoją opiekę rycerz weźmie. Bo to kara niechybna spadnie na złodzieja i
mordercę. My wam możemy pomóc, jeśli poprosicie.
- Prosimy, prosimy – pojedyncze głosy wśród zastraszonych ludzi
zaczęły się odzywać. Jednak wszyscy na Macieja popatrywali, jak na swego przywódcę,
najstarszego z nich i najmądrzejszego, żeby to on co powiedział.
Paszko szybko wychwycił , który z mężczyzn chętnie się do
współpracy godzi i wskazał na niego.
- Podejdź tu.
Mężczyzna w płóciennej koszuli i butach z wilczej skóry
zbliżył się niepewnie.
- Jak cię zwą ? – spytał rycerz
- Jan. – odparł chłop kłaniając się nisko
- Widzę, Janie, żeś najmądrzejszy z wioski i o
bezpieczeństwo swoich ludzi dbać potrafisz. Z tobą będę sprawy omawiał .
Pierwszy do chaty Maciejowej ruszył, a Jan za nim wszedł do
środka. Na podwórcu zapanowało rozprężenie. Napastnicy zaczęli się między
chatami przechadzać, skóry oglądać i do chat zaglądać. Wykorzystał to Maciej.
Wstał z ziemi, wyprostował się i donośnym głosem powiedział:
- Nie widzicie , co tu się dzieje ? Bandyci nas napadli, a
prawo stanowiących udają …
Nic więcej powiedzieć nie zdołał. Gniewosz do niego dopadł,
na ziemię powalił i mieczem starca ciało na wylot przebił.
Zapanowała straszna cisza. Przerażeni ludzie na ziemię padli
i wzrok nawet na złoczyńców bali się podnieść.
W tym czasie z chaty
Paszko wyszedł. Na ciało Macieja spojrzał. Spojrzeniem Gniewosza odszukał,
skinął mu głową i uśmiechnął się z aprobatą.
- Ludzie!- zawołał – Nic wam już nie grozi. Każdemu mówcie,
że ta osada do rycerza Paszko należy i kto was tylko tknie z nami mieć będzie do
czynienia. Opłata w skórach za to się należy i taką Jan wypłacić się dzisiaj
zgodził. Niczego się już obawiać nie musicie.
I tak
to osada puszczańska własnością Paszko została , a z czasem Paczkowem nazwana
była.
Czasy
początków państwa Polan to nie były czasy rozmów i negocjacji, zawierania ugód
i kompromisów. Rządziła siła i brutalna przemoc. W pobliżu przebiegała trasa
przejazdu książąt i rycerzy podróżujących między Poznaniem a Gieczem, między
Poznaniem a Gnieznem. Wiemy z historii, że związek między tymi miejscami za czasów Mieszka i Bolesława
Chrobrego był bardzo ścisły. Więc może takie był początki ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz