środa, 9 sierpnia 2017

Paczkowo - od rycerza Paszko nazwa pochodzi



Tylko jedno zdanie zapisane w dziejach Paczkowa na temat pochodzenia nazwy wsi – prawdopodobnie od imienia rycerza Paszko nazwa powstała. Czy ktokolwiek zastanawia się, co to stwierdzenie oznacza – od imienia rycerza ? Tzn. że rycerz sobie wieś założył i od swego imienia nazwał ? W tamtych czasach, a było to dawno, świat wyglądał zupełnie inaczej ….

Jesień w tym roku wyjątkowo ciepła i słoneczna jest. Maciej z chaty wyszedł , przed izbą na pieńku przysiadł i stare kości na ciepło słoneczne wystawił. W szum boru się wsłuchał. W chacie ciepło jest, ale dym w oczy gryzie. Młodzi robotą zajęci, nikt starca o radę dzisiaj nie pyta.
Rozejrzał się Maciej po  podwórcu, utworzonym przez w krąg ustawione chaty. Kto by pomyślał, że osada w puszczy, przez jego ojca założona, tak się za jego życia rozrośnie.
Dobrze teren wybrał jego przodek – w puszczy bogatej w zwierzynę i jagody. Obok wioski strumień bystry płynie, wody w nim nigdy nie braknie. Na wszelki wypadek małe zakola wykopali , palami zagrodzili, żeby wodę zatrzymać, ale potrzeby wielkiej nie było. Trakt był blisko, ale na tyle daleko, żeby nikt z przejezdnych ich  nie niepokoił.

Ostatnio Maciej jednak widzi, że ruch w puszczy się wzmógł. Między grodami Poznań , Giecz i Gniezno ruch duży. Młodzi chodzący na polowania co rusz przynosili opowiadania o konnych rycerzach, z mieczami u pasa, ze służbą zbrojną ciągnących, a to na wschód , a to na zachód.
Oni tu sobie na uboczy żyją. Żona Macieja umarła kilka wiosen temu. Urodziła mu 5 synów i 3 córki. Dzieci też już swoje rodziny pozakładały. Dwie córki w świat za mężami poszły. Jedna została w osadzie ze swym mężem. Dom nowy na przeciw Maciejowej chaty postawili i już dwoje dzieci urodziła. Synowie jego żony z innych osad pobrali i też tu osiedli.  Maciejowy brat tu jeszcze z nimi żyje i jego dwie córki z rodzinami. Osada liczy 6 chat, 19 dorosłych i sporą gromadkę dzieci.
Niczego nie brakuje. Puszcza dzikiem, sarną i  niedźwiedziem bogata. Jesień pracowita to pora.  Mężczyźni na polowania chodzą. Skóry nad ogniskami się suszą. Mięso wędzi się. W garnkach na ogniu gotują się potrawy. Kobiety jagody zbierają, zioła suszą i korzenie.
Maciej zadowolony po obejściu się rozgląda. Ludzie krzątają się między chatami. Każdy pogodę wykorzystać chce, zapasy zrobić jak największe. Rodzinie w zimę niczego nie zabraknie.
Nagle za palisadą ruch się jakiś niezwykły zrobił. Ktoś na koniu między drzewami pędzi. Po chwili przed bramą mężczyzna konia gwałtownie zatrzymuje.  Dwoje wyrostków podskoczyło zobaczyć, kto zacz i czego szuka w ich stronach.
Chwilę rozmawiają i mężczyzna z konia zeskoczył. Chłopakowi po prawej dał go do pilnowania ,a z drugim wyrostkiem w kierunku Macieja ruszył.
Wysoki to był rycerz. Nad chłopakiem o głowę górował. Na głowie miał skórzany hełm zdobny. Kapotę brunatną do pół uda sięgającą. Spodnie czarne i buty do kolan, rzemieniem wiązane. Pasem szerokim, guzami nabitym, przepasany, przy którym miecz i topór przytroczony.
- Witaj – rycerz głowę lekko skłonił – Jestem Paszko, rycerz z Giecza.
- Witaj, Paszko. Jestem Maciej , najstarszy w tej osadzie .Co cię do nas sprowadza ?
- Dym w puszczy zobaczyłem i postanowiłem od drużyny się odłączyć i sprawdzić , co się dzieje. Czy to nie pożar i jakie niebezpieczeństwo na moich ludzi z tej strony nie czyha.
- Nie musisz się niczego obawiać, rycerzu. To tylko dym z naszych ognisk. Możesz bezpiecznie w swoją stronę ruszać.
Coś w rycerzu Maciejowi się nie podobało. Niby z nim rozmawiał, ale po osadzie się rozpatrywał. Jakby liczył ludzi, jakby szacował zapasy. Złe oczy miał ten Paszko , a Maciej na ludziach się znał.
- Tak zrobię, Macieju. O jedno was tylko zapytam – bezpiecznie tu żyjecie ? Jak się przed zbójami bronicie ?
Starzec ostrzeżenie w głosie Paszko wyczuł.
- Zbóje nie mają w osadzie czego szukać. Puszczańscy nie mają niczego, czego zbój w puszczy sam nie znajdzie.
- Nie lekceważ, starcze, niebezpieczeństwa. Ruch na trakcie duży, zbójców ściągnęło sporo w te okolice.
- A ty, Paszko, nie bałeś się z traktu zjechać, w las sam się zapuścić ?
Ta uwaga mądrego Macieja Paszko się nie spodobała.
- Ja tylko ostrzegam , a ty zrobisz jak zechcesz. To twoja osada i twoja rodzina.
Paszko lekko głową skiną na pożegnanie i w kierunku bramy się udał.
Maciej patrzył jak rycerz lejce z ręki młodzika wyrywa, konia dosiada, wściekle zwierzę zacina i do galopu zmusza. Po chwili pędził już Paszko między drzewami, nie obejrzawszy się ani na chwilę.
Starzec zasępił się. Czuł, że ich spokój właśnie się skończył. Że z tym rycerzem coś złowrogiego do osady dotarło. Był pewien, że tego człowieka jeszcze zobaczy.
                                               * * *
„Stary dureń. Taki mądry niby, ale chyba nie wie, że wszystko się zmienia. Rycerze już nie tylko z wojny żyją.”
Paszko wściekły konia ostrogami dźga i pędzi do swojej drużyny. Wciąż przed oczami ma bogactwo tej osady. Ludzi pewnie ze trzydziestu. Zdrowych, dobrze odżywionych. Zdolnych do polowań i do wojaczki młodzików kilku.  Skór chyba ze dziesięć suszyło się porozwieszanych na kozłach.
Po dobroci w jego opiekę się nie oddadzą. Od razu godnego przeciwnika w Macieju wyczuł. Ale nie będzie zwykły puszczański osadnik przeciwstawiaj się rycerzowi, co pod samym Mieszkiem wojował i nie takich krnąbrnych chłopów powolnych sobie czynił!
Dużo nauczył się na wojnie. Jak wojować, jak zabijać, jak się bogacić. A rycerze się bogacili. Jego towarzysze stawali się bogatymi ludźmi. Bogatymi nie tylko łupami wojennymi, ale zaczęli dla siebie zagarniać tereny i ludzi zmuszać do posługi.”
Pogrążony w myślach swoich ludzi dogonił .
- Zatrzymajcie się! Dzisiaj już dalej nie pójdziemy . Tutaj obóz założymy.
- Ależ panie! To nie jest dobre miejsce. Wody tutaj nie mamy. Ani dla nas, ani dla zwierząt. Nic nas tu nie chroni od napaści .
Ale rycerz ich nie słuchał. Z konia zeskoczył i rozsiodłać kazał.
- Gdzie byłeś i co zobaczyłeś? – Gniewosz uśmiecha się pod wąsem, bo już czuje dobrą zabawę. Pod rycerzem  długo już służył i wie, że  bez powodu nie zatrzymują się w pół drogi.
- Sprawę wam wyłożę przy ognisku.
Podczas wieczornej biesiady powiedział :
- Znalazłem w lesie bogatą osadę, kilka chat liczącą i pewnie w trzydziesta ludzi zamieszkałą. Najstarszy z nich, Maciej, uważa, że sami się przed niebezpieczeństwem obronią.
Grupa mężczyzn śmiechem wybuchnęła. Nie raz przeprowadzali takie najazdy, żeby udowodnić osadnikom, że potrzebują opieki kogoś od siebie mocniejszego. Wiedzieli jakie zadanie ich czeka i każdy swoją rolę znał.
- Napadniemy na wioskę. Myślałem, żeby to podczas powrotu uczynić, ale po co zwlekać. Skoro świt pójdziemy. Tylko mi nie niszczyć chałup – przykazał rycerz, groźnie patrząc na siedzącego po prawej Gniewosza.  – Nie chcemy ich przepędzić tylko swoje wpływy zaznaczyć.
Jego kompan nie krył niezadowolenia. Znany był z okrucieństwa i chęci niszczenia. Jako dziecko przeżył napaść na swoją osadę. Wszystko spłonęło, ludzie zostali wymordowani, a on jako silny młodzik – porwany i do przystania do złoczyńców przymuszony. Złość w nim od tego okrutna została. Mścił za swój los na wszystkich. Nie zmieniło się to nawet teraz, gdy do rycerza na służbę poszedł
- Nie smęć się Gniewoszu , mam dla ciebie najważniejsze zadanie. Macieja, ich przywódcę, zabić musisz. On widać nieprzejednany i hardy, nie da się zastraszyć. Wyjścia nie mamy.
Pokiwali wszyscy głowami ze zrozumieniem, a w oczach radość widać było na myśl o planowanej napaści na bezbronnych ludzi.
Ułożyli się do snu wokół ogniska, ale nikt spokojnie nie spał tej nocy. Ledwie szarość poranna nastała ruszyli przez las w kierunku Maciejowej osady. Ziemia wilgotnym mchem i grzybami pachnie. Mgły snuły się między drzewami i zasnuwały chaty worze ukryte. Zastali wszystkich śpiących. Nikt się tu niczego złego nie spodziewał, więc straży nie wystawiano.
Rzezimieszki pochodnie zapalili, przy chatach drewnianych stanęli. Do pierwszej chaty wtargnęli, ludzi ze snu wyrwanych na dziedziniec wyciągnęli. Harmider się zrobił straszny, mężczyźni złorzeczyli, dzieci płakały. Paszko zakrzyknął
- Cisza! Nic wam się nie stanie jak posłuszni mojej woli będziecie. Maciej – wskazał mieczem na klęczącego starca, którego Gniewosz kolanem do ziemi przyciskał – powiedział, że sami się bronicie. Teraz widzicie jak łatwo was napaść, chaty spalić , a ludzi zabić lub w niewolę wziąć. Ale  nikt nie odważy się napaść na osadę, którą w swoją opiekę rycerz weźmie. Bo to kara niechybna spadnie na złodzieja i mordercę. My wam możemy pomóc, jeśli poprosicie.
- Prosimy, prosimy – pojedyncze głosy wśród zastraszonych ludzi zaczęły się odzywać. Jednak wszyscy na Macieja popatrywali, jak na swego przywódcę, najstarszego z nich i najmądrzejszego, żeby to on co powiedział.
Paszko szybko wychwycił , który z mężczyzn chętnie się do współpracy godzi i wskazał na niego.
- Podejdź tu.
Mężczyzna w płóciennej koszuli i butach z wilczej skóry zbliżył się niepewnie.
- Jak cię zwą ? – spytał rycerz
- Jan. – odparł chłop kłaniając się nisko
- Widzę, Janie, żeś najmądrzejszy z wioski i o bezpieczeństwo swoich ludzi dbać potrafisz. Z tobą będę sprawy omawiał .
Pierwszy do chaty Maciejowej ruszył, a Jan za nim wszedł do środka. Na podwórcu zapanowało rozprężenie. Napastnicy zaczęli się między chatami przechadzać, skóry oglądać i do chat zaglądać. Wykorzystał to Maciej. Wstał z ziemi, wyprostował się i donośnym głosem powiedział:
- Nie widzicie , co tu się dzieje ? Bandyci nas napadli, a prawo stanowiących udają …
Nic więcej powiedzieć nie zdołał. Gniewosz do niego dopadł, na ziemię powalił i mieczem starca ciało na wylot przebił.
Zapanowała straszna cisza. Przerażeni ludzie na ziemię padli i wzrok nawet na złoczyńców bali się podnieść.
W tym  czasie z chaty Paszko wyszedł. Na ciało Macieja spojrzał. Spojrzeniem Gniewosza odszukał, skinął mu głową i uśmiechnął się z aprobatą.
- Ludzie!- zawołał – Nic wam już nie grozi. Każdemu mówcie, że ta osada do rycerza Paszko należy i kto was tylko tknie z nami mieć będzie do czynienia. Opłata w skórach za to się należy i taką Jan wypłacić się dzisiaj zgodził. Niczego się już obawiać nie musicie.
                I tak to osada puszczańska własnością Paszko została , a z czasem Paczkowem nazwana była.
                Czasy początków państwa Polan to nie były czasy rozmów i negocjacji, zawierania ugód i kompromisów. Rządziła siła i brutalna przemoc. W pobliżu przebiegała trasa przejazdu książąt i rycerzy podróżujących między Poznaniem a Gieczem, między Poznaniem a Gnieznem. Wiemy z historii, że związek między tymi  miejscami za czasów Mieszka i Bolesława Chrobrego był bardzo ścisły. Więc może takie był początki ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz