Longina Komosińska
Od
początku września w Swarzędzu duży ruch. Po dwóch latach znów odbywają się
Targi Meblowe. Pierwsze, w 1934 roku, były sukcesem, ale tegoroczne zapowiadają
się równie dobrze, a może lepiej.
W
ogromnej hali meblowej swoje towary wystawia pięćdziesięciu swarzędzkich
stolarzy. Pokazują się zarówno ci, którzy już produkują na eksport, do Niemiec,
Holandii czy Gdańska, jak i ci, którzy zdobywają rynek lokalny. Chodzi o to, by
drogę od producenta do klienta skrócić i cenę uatrakcyjnić, przez pośredników
podnoszoną.
Rozmach
przedsięwzięcia ogromny. W dzień otarcia targów autobusy pod halę meblową
kursowały co pół godziny. Wydano z tej okazji kolorową broszurę „Swarzędz – miasto stolarzy”. Artykuły w
Kurierze także przysporzyły targom zwiedzających i wystawcom klientów.
Między
oczekującymi dzisiaj na otwarcie hali stoi Staszek, uczeń w zakładzie
tokarskim. Nie jest łatwo dostać się na
naukę fachu. Czasy teraz trudne. Kryzys dotknął także branże meblarską. Te
targi mają na nowo przypomnieć o Swarzędzu i napędzić koniunkturę.
Staszek przyszedł tu dzisiaj sam. W ręku ściska kolorową broszurę, którą dostał od swojego majstra. Trzydzieści groszy na bilet wstępu dała mu matka, bo widziała jak bardzo synowi na zobaczeniu wystawy zależy.
Za
kilka minut otworzą się kasy biletowe. Gwar na placu przed halą coraz większy.
Czekają już wycieczki zwiedzających z Poznania, a także indywidualni klienci,
którzy chcą obejrzeć, na jakie meble moda teraz obowiązuje, albo zainteresowani
meblami upatrzonego wcześniej zakładu.
Staszek
w kolejce stoi między czeladnikiem z zakładu Jana Szumskiego z Kilińskiego , a
nauczycielem z poznańskiego gimnazjum, który swoją klasę na targi przywiózł,
żeby młodzież rozwój polskiego rzemiosła na własne oczy zobaczyła.
Chłopak
uczy się w zakładzie tokarskim u Bronisława Prałata. Majster go polubił, bo
sumienny uczeń z niego jest. O obowiązkach nie trzeba mu przypominać. Wie, co
ma robić, a i często poza swoje obowiązki ucznia wykracza. Prałat obiecał mu
pomóc w zdobyciu fachu tokarskiego. Ale Staszek po cichu marzy o czymś innym;
chce zostać rzeźbiarzem.
Przyszedł
na wystawę właśnie po to, by podpatrzyć prace zakładu rzeźbiarskiego. Czuje, że ma do tego smykałkę; jak tylko
jakiś wolny kawałek drewna znajdzie, od razu widzi w nim docelowy kształt, a to
anioła, a to kwiatu szarlotki czy róży.
Kasy
się wreszcie otwierają, przez chwilę tumult się robi straszny. Chłopak się
przeciska między ludźmi, żeby z kolejki nie wypaść i po chwili jest już przy
okienku.
-
Jeden bilet, za trzydzieści groszy, poproszę – odliczone monety podaje.
-
Proszę bardzo – kasjerka monety wsuwa do kasetki i podaje bilet wstępu.
Dla
Staszka to w tej chwili przepustka do świątyni stolarskiego kunsztu. Wchodzi do
ogromnej hali , pełnej gwaru rozmów zwiedzających, pachnącej mieszaniną zapachu
drewna, politury i skór.
Zatrzymuje
się przy każdym stoisku. Najpierw są wystawione sypialnie z zakładu mistrza
Piątka z ulicy Zamkowej. Szerokie łóżka z wezgłowiem prostym lub rzeźbionym.
Przy łóżkach stoją stoliki nocne. Z boku toaletka z ogromnym lustrem, a przed
nią tapicerowane na czerwono krzesło z oparciem w tym samym stylu, co wezgłowie
łóżka. Na łóżku kapa, na toaletce flaszeczki perfum i słoiczki kremów. Wszystko
tak urządzone, z tylko wejść i zamieszkać.
Dalej
są męskie pokoje i jadalnie. Duże stoły lub stoły rozkładane. Krzesła, po
sześć, z nogami prostymi lub giętymi. W
skórze lub materiałach, od koloru do wyboru.
Największe
zainteresowanie budzą w tym roku kuchnie. Praktyczne meble, mieszczą w sobie
wszystko – szafki na garnki, półki na talerze, szuflady na sztućce , a nawet
przemyślnie wysuwaną deskę do prasowania.
Ale
Staszek zmierza do ostatniego stoiska w tej części hali targowej, do wystawy
zakładu rzeźbiarskiego mistrza Jerzego Szadro. Przed tym stoiskiem zatrzymują
się głównie czeladnicy, stolarze którzy marzą o osiągnięciu takiego kunsztu w
swojej pracy.
Nasz
bohater też stoi jak zahipnotyzowany. Broszurę, którą trzymał w rękach wsunął
za pazuchę i dłońmi dotyka misterne rzeźbione tralki, wezgłowia, oparcia
krzeseł. Wodzi palcem po girlandach wyrzeźbionych na drzwiczkach szafek.
Podziwia intarsjowany blat stolika do kawy. Nie słyszy szumu z hali, nie słyszy
także mistrza Szandro, który stoi naprzeciw swojego stoiska z majstrem Adamem
Czarneckim. Chłopak jest teraz w swoim
świecie, słyszy dźwięk dłut, hebli i szum wiór spadających na ziemię w
warsztacie stolarskim.
W
końcu Jerzy Szandro podchodzi do chłopaka, ale zanim szturchnie go, żeby
oprzytomniał i przestał mazać tłustym paluchem po polerowanych meblach, widzi
szeroko otwarte oczy ucznia, który chłonie widok całym sobą. Uśmiecha się
mistrz pod nosem.
-
Ej, chłopcze – mówi łagodnie, kładąc mu rękę na ramieniu. Staszek wyrwany z
zadumy wzdraga się i odskakuje.
-
Podoba ci się ? – pyta majster.
Chłopak
tylko kiwa potakująco głową i wzdycha. W końcu udaje mu się wykrztusić:
-
Chyba też bym tak umiał.
-
O! – mistrz Szandro wybucha śmiechem. – Taki z ciebie zuch ? To przyjdź jutro do mnie do zakładu,
sprawdzimy co umiesz. Wiesz, gdzie mnie szukać ?
Chłopak
znów skinął głową. Mężczyzna poklepał go po plecach i rozbawiony wrócił do
swojego towarzystwa.
A
Staszek już niczego nie widział i niczego nie słyszał. Jak na skrzydłach z hali
meblowej wybiegł i do domu pędził, matce musiał jak najszybciej o swojej
szansie powiedzieć.
Drugie
Targi Meblowe w Swarzędzu dla miasta i dla Staszka wielką szansą były.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz